
Od kiedy zaczęłam zwracać uwagę na pasikonikowate i szarańczowate (więcej w notatce nr 5) i wybrałam „Atlas owadów” Heiko Bellmanna z okładką, na której widnieje taki właśnie zielony stwór, odnotowuję zadziwiające spotkania.
Kilka dni temu, gdy ruszyłam z miejsca postojowego przy głównej ulicy w Rembertowie, na bocznym lusterku dostrzegłam wczepionego malutkiego pasikonika (prawdopodobnie był to nadrzewek długoskrzydły). Zatrzymałam się w najbliższej bocznej uliczce w pobliżu lasu i całego (skaczącego) udanie przeniosłam na trawę. Zdjęcia nie były istotne, więc jest tylko takie:

Kolejne spotkanie, ogródkowe z miecznikiem brązowym, też miało niecodzienny przebieg. Wypatrzony na liściu rabarbaru wydawał się dobrze wkomponowany w otoczenie. Ale kiedy zaczął „skanować” czułkami przestrzeń, a ja nagrywać telefonem…

Wykonał skok w obiektyw i przez kilka długich minut wytrwale wędrował po płaskiej, ciepłej, silikonowej obudowie telefonu, może nawet znajdując tam jakiś smaczny pyłek?


