
Zanim udało mi się rozpoznać, cóż to za duży owad pojawia się nad naszą niekoszoną trawą, kilka razy tajemniczo przemknął w blasku słońca. Aż wreszcie (kilkanaście dni temu) przez dłuższą chwilę podziwiałam szybki lot potężnej, zielonej ważki. Wyglądała jak miniatura helikoptera.
Ależ byłam podekscytowana, a gdy sprawdziłam, że mogła to być trzepla zielona albo żagnica zielona – obie pod ścisłą ochroną gatunkową (choć wcale ich liczebność w Polsce nie jest taka mała) to czułam dumę, że krążą w naszej okolicy.
A dziś, znalazłam ją w trawie przy wydeptanej ścieżce. Marzyłam o bliskim spotkaniu, ale nie takim…

Żyła jeszcze, choć nie mogła latać. Przednie skrzydło było bezwładne, gdy próbowała poderwać się w górę. Co się stało temu znakomitemu lotnikowi? Czy można mu pomóc? Przeszukałam internet i w końcu (w południe w niedzielę) odważyłam się zadzwonić do prywatnej firmy specjalizującej się w nadzorze przyrodniczym. „Naturalny proces starzenia” tak brzmiała diagnoza.

Zostawiłam żagnicę zieloną w miejscu zastanym, ale gdy mrówki zaczęły ją „odwiedzać” – przeniosłam na liściu do otwartego pudełka wyłożonego trawą. Trwała tak w bezruchu, aż do ostatecznego zamknięcia cyklu istnienia…
Mega fajny wpis! Temat naprawdę wciąga, a sposób, w jaki to opisałeś, sprawia, że chce się czytać dalej.
Szkoda, że w takich wydawnictwach brakuje czynnika ludzkiego i refleksji, że Autor może być kobietą…