
O paziu żeglarzu szczegółowo pisałam w notatce nr 7 KLIKNIJ dodając sesję zdjęciową motylowego modela sprzed dwóch lat. W tym roku nic nie wskazywało na to, że będzie mi dane przez kilka minut podziwiać jego taniec w jesiennym już ogrodzie. Zaskoczenie było tym większe, że niespodziewanie zobaczyłam motylo-kwiat! Tak cudownie komponował się z jasnymi płatkami warszawianek.

Skrzydła podświetlone wrześniowym popołudniowym słońcem ukazywały strukturę żyłek i łusek.

Brak długich „ogonków” na zakończeniu skrzydeł spowodował, że chciałam widzieć pazia królowej (a to nawet w rysunku na skrzydłach zupełnie inna kompozycja). Żeglarza – największego z latających u nas motyli dziennych (i częściowo chronionego) – na prawdę trudno pomylić… Chyba że jest się w szczęśliwym szoku 😉
Na zdjęciach widoczny jest także ubytek w prawym skrzydle, co świadczy o niebezpieczeństwach, których częściowo uniknął np. uciekając przed dziobem ptaka.

To zjawiskowe spotkanie traktuję jako symboliczne zakończenie lata.
Coraz więcej wypłowiałych kolorów, coraz częściej w spadających liściach próbuję zobaczyć ostatnie pokolenie rusałkowatych w tym sezonie…


