25. Ulotne Historie 2025

Nie tylko ulotni bohaterowie kadrów, ale też ich chwilowe historie. Mgnienia spotkań zapisane w pamięci ludzkiej i aparatu.

Spotkań niezwykłych, czasem wyczekanych, ale najczęściej niespodzianych, pełnych zaskakujących spojrzeń i zwrotów… skrzydeł. Niewielki ogródek, a w nim wielki, niepoliczalny świat: barw, zapachów, istnień. Oglądany z każdym rokiem bardziej świadomie i jeszcze uważniej.

Gdybym miała wybrać najbardziej przepełnione emocjami spotkanie z Ulotnymi – to właśnie ten „motyl w katedrze czyjeś ciepłej dłoni”. Przywołuję fragment wiersza Julii Fiedorczuk pt. „Tuż, tuż”, odczytując w tej metaforze napięcie między aurą Sacrum a cieniem Profanum.

Niezwykłość chwili była metafizyczną nadwyżką w zwyczajnym, ogródkowym życiu. Oto pod leciwą jabłonką (zarośniętą kępami pokrzyw) leżało dużo papierówek. Taki mały raj dla owadów. Przylatywały osy i pszczoły, oraz (około ośmiu) motyli z gatunku rusałkowatych. Same Admirały! Przysiadały na owocach, wtapiały się w korę drzewa, czasem tańczyły w powietrzu.

Moja (nieruchoma) obecność na trajektorii ich lotów nie była przeszkadzająca. Czułam, że fruwają mi nad głową. Otworzyłam dłoń w wyczekiwaniu… I tylko raz, któryś z tej motylowej dzikiej rodziny – przysiadł w takiej symbiozie. W drugim ręku miałam włączony aparat, ale najpierw doświadczyłam niezwykłości tego spotkania. Zdjęcia nie były najważniejsze… I może dlatego ostatecznie udało się zrobić kilka (w szczegółach technicznych: 17 lipca 2024, godzina 17:17, przysłona 2.8, czas 500, iso 100). Dużo światła i duże rozmycia. Stąd na niektórych kadrach wyostrzone jedynie czułki, albo oko, albo fragment skrzydła, albo włoski na tułowiu. Ale może w tym urok historii ulotnych i ich nie-do-powiedzeń?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *