
1. Na wyciągnięcie ręki
Pierwszy wpis powinien być szczególny, ale chciałabym traktować ten Blog, o którym wolę myśleć Notatnik, jako odzwierciedlenie aktualnych tematów, zdarzeń czy refleksji.
I właśnie dziś, w duszną, zapętloną pogodowo, sierpniową niedzielę jeden z nielicznych w tym sezonie motyli przysiadł na tarasie, a potem na moim ręku. Podobno mieniak strużnik lubi takie spotkania. Wędrując po ciele spija niewidoczne drobinki potu. Są to najmilsze łaskotki świata!
Ten mieniak nie mienił się w słońcu, zachowując matowobrązowy odcień, co charakteryzuje samice tego gatunku. W dodatku miał(a) wyszczerbione prawe skrzydełko, ale dzielnie odleciał(a) na łąkę.
Często nie mam możliwości, by sfotografować przysiadającego na mnie motyla czy trzmiela. Drobny ruch ręką spłoszyłby takiego „gościa”. Jeśli już udaje mi się coś udokumentować, to muszę polegać na najprostszym zapisie wideo, z którego potem wybieram nieco lepsze kadry.



Natomiast gdy mam obie ręce wolne to… czekają kolejne wyzwania, jak np. prawie joginistyczny skręt, by jakoś zmieścić w kadrze taki okaz rusałki admirała.

I trzmiele, którym nieraz zdarzyło się przysiąść na mojej dłoni, szczególnie w porze przed zachodem słońca. Korzystając z ciepła ciała, trochę odpoczywały, zbierały z siebie pyłek i wyruszały w drogę powrotną…
