31. Zapyłkowani cz.3

Po raz kolejny, choć mniej oczywisty, pojawia się Rusałka Admirał (Vanessa atalanta). Być może przodek motyla, którego sfotografowałam rok później na dłoni…

Pamiętam, że ten osobnik lubił przesiadywać w wysokich trawach obok niekoszonych pokrzyw. Nie pozwalał do siebie podejść, a żeby zrobić takie zdjęcie bez teleobiektywu, trzeba zbliżyć się wraz z niepokojącym obiektem (czyli czarnym aparatem) na odległość kilkunastu centymetrów.

I kiedy zwątpiłam, że się uda, że moje powolne kroki nie odstraszą tej piękności… Nie odleciał! Miałam chwilę na takie zdjęcia. Może Admirał odpoczywał najedzony? Może drzemał w zachodzącym słońcu?

Gdyby nie to makro-spojrzenie nie zobaczylibyśmy pyłku. Ma go na czułkach, nóżkach, włoskach, skrzydłach i oku. To mnie najbardziej zachwyca. To oko! Do tego widać pięknie zwiniętą ssawkę. Jest w tej pozie statycznej jakże majestatyczny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *