
Mrówki pozostają na razie poza zasięgiem mego obiektywu. Niech więc te niedoskonałe zdjęcia będą impresją dla nieco innych rozważań o mrówczej naturze i artystycznych inspiracjach…
Nie mogę jednak pominąć drobnej uwagi o roli jaką pełnią w ekosystemie: porządkując, spulchniając i rozsiewając. Znanych jest ponad 15 tysięcy gatunków mrówek (z czego szacuje się, że podobna liczba dotyczy tych nieopisanych). W Polsce wyróżnia się około stu gatunków, a najpowszechniejszą jest mrówka czarna (hurtnica czarna / Lasius niger). Jak podaje Dave Goulson w „Dżungli w ogrodzie” na Ziemi żyje około 10 tysięcy bilionów tych osobników, co daje 1/4 biomasy lądowych zwierząt (podobnie jak ludzi).
Odnoszę wrażenie, że w tym roku mrówek jest zdecydowanie mniej. Bywało, że znajdowałam w ogrodzie małe kopczyki z ogromnymi podziemnymi królestwami. Bywało, że chroniłam pojedyncze mrówki przy zamiataniu kamiennych ścieżek, gdy uciekały w piaskowe korytarzyki między płytkami. Najczęściej jednak pojawiały się na roślinach, wybierając towarzystwo mszyc. I wcale nie żerując na nich! Przeciwnie, ich relacje są bardzo symbiotyczne. Mrówki chronią mszyce w zamian za słodką spadź wydzielaną przez te pluskwiaki. Taką zależność określa się jako trofobiozę. W tym przypadku to ochrona za łakocie, a dokładnie za tzw. rosę miodową.







Czasem ścieżki mówek zaczynały prowadzić przez dom (wiosną albo w okresie dokuczającej suszy). Znajdowały mikroskopijne otworki przy futrynach drzwi czy oknach. Trzeba było próbować zmienić im kierunek albo… przeczekać aż skończy się ten „Jedwabny szlak”.
Taki właśnie tytuł ma jeden z rozdziałów poetyckiej powieści Małgorzaty Lebdy „Łakome”, w którym Babka Róża, opiekująca się wszystkim co żywe, zaprasza mrówki z kuchni do swego pokoju, wytyczając im szlak linią słodkiej herbaty. W mojej literackiej pamięci ta postać już zapisała się czule, a książka (czytana dwukrotnie) – pozostaje wyjątkową w wielu wymiarach. To rzadki gatunek osobistej, metafizycznej prozy, która jest zarazem poematem oddającym hołd życiu w cieniu śmierci, i śmierci poprzez życie. Jest opowieścią świetlistą i mroczną, sensualną i naturalistyczną. Hipnotyczną dla zmysłów i języka…

A mrówki… one też wytyczają szlak przez literaturę. Najsłynniejsze skojarzenie odsyła do piątej księgi „Pana Tadeusza” Adama Mickiewicza (Telimena i mrówki). Ks. Ignacy Krasicki zostawił dydaktyczne porównanie społeczności pszczelej i mrówczej z pointą: „Lepsza jest mierność niż zbytnie dostatki” [w:” Pszczoły i mrówki”]. Wśród „Bajek” La Fontaine’a wybrzmiewa morał o lekkodusznym „Koniku polnym i mrówce”, jako tej pracowitej, zapobiegliwej, mądrej. Podobne cechy charakteryzowały sprytną mrówczą społeczność koegzystującą i ratującą cywilizację dinozaurów – w mniej znanej powieści Cixin Liu „O mrówkach i dinozaurach”. Poza tym autor „Problemu trzech ciał” drugi tom fantastycznonaukowej trylogii rozpoczyna oryginalnym opisem ziemskiej wędrówki z perspektywy brązowej mrówki. Tego też się nie zapomina…
A w dwudziestowiecznej poezji? Ślady metafor znajdziemy i u Zbigniewa Herberta, i u Czesława Miłosza. Mrówki pojawiają się w wierszach Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, ks. Jana Twardowskiego, Tomasza Różyckiego. I wiele, wiele więcej…
O mrówkach zaczęłam myśleć intensywniej już podczas autorskiego oprowadzania po wystawie „Infinitum” przez profesor Mariolę Wawrzusiak. W przestrzeni biurowca Stratos Office Center w Warszawie przez letnie miesiące można było podziwiać rzeźby zwierząt (wilka czy nietoperzy), ptaków (puchaczy czy sówek) oraz właśnie mrówek. Prace zostały stworzone z metali znalezionych na złomowiskach. W skorodowanej, metalicznej materii wydają się ciężkie, w odbiorze – zastygłe na chwilę w ruchu, delikatne i… bezbronne. To bardzo przejmujące doświadczenie, gdy wejdziemy świadomie w ten twórczy proces i wsłuchamy się słowa towarzyszące wystawie. „Obszarem mojej twórczości artystycznej jest próba odnajdywania i przywracania zanikających więzi człowieka z naturą. (…) W moich pracach, bracia mniejsi mają znaczenie symboliczne, są przedstawicielami świata, który uczyniliśmy sobie poddanym, który bezustannie wykorzystujemy i niszczymy” – pisze we wstępie do katalogu wystawy prof. Mariola Wawrzusiak. Z taką refleksją pozostańmy jak najdłużej….


